wtorek, 11 listopada 2014

I love doing nothing

Nie ukrywam, że przez długi weekend miałam dość dużo czasu by zmobilizować się i przygotować na bloga coś lepszego niż zdjęcia, które robiłam podczas mojego "nicnierobienia". W zasadzie odpowiadało mi leżenie do góry brzuchem (dosłownie) i picie ciepłej herbaty, kiedy za oknem non stop padał deszcz. Nie mogę powiedzieć, że zupełnie nic nie robiłam, bo zdążyłam w tym czasie odwiedzić 2 galerie i kupić jeszcze więcej kosmetyków, co mnie nie pokoi, bo ciągle mi ich przybywa, ale ciągle też obiecuję sobie, że skończę z malowaniem się. W sumie to nie jest takie proste, bo on w pewnym stopniu dodaje mi pewności siebie, a bez niego nie wyszłabym nawet z domu. Na razie stosuję małe kroczki i nakładam go coraz mniej, może stopniowo uda mi się z niego zrezygnować. Prócz leżenia i opychania się pizzą, na która już nie mogę patrzeć, grałam w moją ukochaną grę- tak, tak w simsy. Do tego dopadała mnie depresja, kiedy oglądałam koncerty Rixtona i ta myśl, że ich nigdy nie zobaczę, taa pewnie większość z was wie co to za uczucie... No nic, jutro wracamy do rzeczywistości nad czym ubolewam i postanowiłam pocieszyć się jedząc już drugiego pączka... Ja wam mówię, że jeszcze trochę i będę jak trzydrzwiowa szafa. Nie wiem czy jest coś zadane, nie wiem czy jest jutro jakiś test i nie chcę wiedzieć. Myśl o tym, że muszę wrócić do paszczy lwa i znowu oglądać te wszystkie twarze przyprawia mnie o ból brzucha. A może to przez pączki...
Póki co otyłość mi nie grozi, haha jednak zostawiam już te pączki i dla odmiany, następnym razem wezmę jabłko! No ta, kogo ja chce oszukać... :(

Jeszcze mam do was małe pytanko! Jeśli posiadacie ten puder, to co o nim sądzicie? Jak się u was sprawuje? Mam go po raz pierwszy, użyłam raz i nie wiem w sumie co mam myśleć, mam mieszane uczucia. Jakie jest wasze zdanie o nim? 
Mój ask klik 

wtorek, 4 listopada 2014

Haul

Dzisiaj przychodzę do was z obiecanym haulem, większość są to rzeczy kosmetyczne. Ostatnio wszystko mi się pokończyło i musiałam kupić sporo nowych rzeczy. Nie jest tego zbyt wiele, jednak chciałabym powiedzieć o nich parę słów i dowiedzieć się czy, być może, któraś z was miała któryś z tych kosmetyków, czy polecą bądź nie poleca itp. Zaczynajmy :)
Pierwszą rzeczą jest podkład w kompakcie z firmy Kobo. Jest to już moje 3 opakowanie i jestem z niego bardzo zadowolona. Bardzo fajnie kryje i jako jedyny idealnie pasuje do mojej bladej cery. Ja jako osoba, która nie wydaje majątku na kosmetyki i używa tych z niższej półki mogę powiedzieć, że jak za taką cenę jest naprawdę świetny i wart polecenia :)
Następną rzeczą jest wodoodporny eyeliner w pisaku z Essence, który kupiłam po raz pierwszy i niestety bardzo mnie rozczarował. Po tygodniu przestał pisać i niestety byłam zmuszona go wyrzucić, więc pozostanę jednak przy eyelinerach w płynie, które starczają na wiele dłużej :)
Po nieudanym zakupie eyelinera, byłam sceptycznie nastawiona do produktów z firmy Essence, jednak postanowiłam zaryzykować i kupiłam wydłużający tusz do rzęs właśnie z tej firmy. Pierwsze, co mi się najbardziej w nim spodobało to gruba, podkręcona szczoteczka.` Nie wiedziałam, że tak bardzo pokocham tą mascare, dlatego jestem pewna, że kiedy mi się skończy kupię ją ponownie! :)
Chciałam wypróbować jakiś inny podkład i moją uwagę przykuł antybakteryjny podkład z MissSporty, który niby zapobiega trądzikowi, kryje i matuje skórę. No niestety, ale dla mnie kolor okazał się być za ciemny i mało go używałam, więc nie mogę zbyt wiele o nim powiedzieć. 
Kolejną rzeczą, bardziej pielęgnacyjną, jest antybakteryjny tonik siarkowy z firmy Barwa. Ma on działanie przeciwtrądzikowe i ja na razie jestem z niego bardzo zadowolona. W moim przypadku skutecznie radzi sobie z wypryskami. Kiedy się go naniesie na twarz, trochę piecze, jednak da się znieść. Myślę, że znajdziecie go w aptece za ok. 20 zł :)
W zasadzie jest to kredka do ust, jednak ja kupiłam ją po to, by móc poprawiać nią brwi, co było dużym błędem, bo znowu nie trafiłam w kolor. Okazał się być taki mocno rzucający się w oczy rudy wpadający wręcz w pomarańcz, co było dla mnie zaskoczeniem, bo na pierwszy rzut oka kredka wygląda, jakby była brązowa. No nic, dałam sobie spokój z kredkami i na razie używam cieni do brwi mojej siostry, które są, moim zdaniem, znacznie lepsze.
Przejdę teraz do produktów do włosów. O tym olejku wspominałam już kilka razy na moim poprzednim blogu. Nie wiem, która to już z kolei jest buteleczka, ale ciągle go kupuje, bo stał się on dla mnie po prostu niezbędny. Świetnie nawilża włosy, do tego, w moim przypadku, zapobiega elektryzowaniu się włosów. Ma też cudny zapach, jednak nie można przesadzić z jego ilością, bo można łatwo przetłuścić sobie włosy, dlatego nakładam go przed myciem głowy.
I już ostatnią rzeczą jest szampon z drożdżami dla włosów cienkich i bez objętości. Uwielbiam szampony z garniera, sprawdzają się u mnie świetnie! Śmieszne jest to, że głowa zdąży mi się już przetłuścić, ale włosy wciąż pachną! W zasadzie już mi się skończył i niedługo będę kupowała inny, ale jestem pewna, że też z garniera, bo niestety moje włosy nie lubią żadnych innych szamponów :)

Miałyście któryś z tych produktów? Co o nich sądzicie?